18-07-2025
Aktualności
Maciej Jarosz: Trener z misją. Nowy rozdział na 100-lecie Broni Radom!
Zna realia młodzieżowej piłki jak mało kto, przeszedł drogę od lokalnych boisk po poziom centralny, zdobywał awanse, a teraz staje na czele Broni Radom.
Maciej Jarosz to trener młodego pokolenia, który nie tylko konsekwentnie buduje swój warsztat, ale i nie boi się mówić wprost, czym dla niego jest piłka nożna. W rozmowie opowiada o swoich początkach, inspiracjach, filozofii prowadzenia drużyny, transferach oraz tym, czego kibice mogą się spodziewać w sezonie wyjątkowym bo przypadającym na 100-lecie Broni Radom
Artur Kraszewski: Jak zaczęła się Pana przygoda z trenowaniem? Czy wcześniej myślał Pan o karierze zawodnika, czy od początku interesowało Pana tylko prowadzenie drużyn?
Maciej Jarosz: Oczywiście najpierw była przygoda w roli zawodnika. Trenowałem i grałem nieprzerwanie od 8 do 26 roku życia, jednak już w trakcie trzeciego roku studiów stwierdziłem, że powinienem zacząć kształcić się w kierunku bycia trenerem.
Cytując klasyka, można powiedzieć, że odpowiedziałem sobie na jedno bardzo ważne pytanie: co chcę w życiu robić? Na pewno chciałem być w piłce i pracować na jak najwyższym poziomie. Stało się dla mnie logiczne, że tylko w roli trenera mam na to szanse. W wieku 21 lat rozpocząłem więc pierwszy kurs i zacząłem gonić swoje marzenia. Pierwsze kilka lat to było łączenie gry i prowadzenia zespołów młodzieżowych. Gdy w 2019 roku trafiłem do Resovii, postawiłem już tylko na trenerkę.
AK: Trenerze, od pracy z młodzieżowymi zespołami w Krakowie po prowadzenie drużyn seniorskich – jak ta droga wpłynęła na Pana jako trenera? Co z tamtych początków zostało z Panem do dziś?
MJ: Kiedyś wspominałem na ilu różnych poziomach grałem i pracowałem w roli trenera. Wyszło mi, że tak naprawdę byłem już wszędzie w piłce młodzieżowej (od prowadzenia żaków po juniorów, od lig okręgowych po CLJ), a także prawie wszędzie w piłce seniorskiej (od B-klasy po pierwszą ligę). Cieszę się, że tak się to potoczyło, bo dzięki temu lepiej rozumiesz co z czego wynika i przede wszystkim co motywuje ludzi, za których odpowiadasz. Z moich początków zostało ze mną na pewno wyobrażenie jak chciałbym, żeby mój zespół grał. Z każdą kolejną rundą weryfikowałem swój pomysł, jednak główna idea pozostała praktycznie niezmieniona.
AK: A który moment uznałby Pan za przełomowy w swojej karierze i dlaczego?
MJ: Na pewno był to moment po rozwiązaniu kontraktu z Wisłą Sandomierz. Była końcówka listopada 2022 roku i pozostałem na cztery miesiące bez pracy. Pół roku wcześniej podjąłem decyzję o zakończeniu pracy w Resovii, gdzie czułem się naprawdę jak w domu, jednak uznałem, że zaryzykuję. Wisła to klub, w którym się wychowałem i który zawsze będzie dla mnie na pierwszym miejscu, jednak kłopoty finansowe były wówczas na tyle silne, że nie byliśmy w stanie rywalizować na poziomie III ligi. Pojawiły się myśli czy dobrze zrobiłem, moja sytuacja stawała się coraz trudniejsza i wtedy, w marcu 2023, dostałem od trenera Ireneusza Pietrzykowskiego propozycję pracy jako drugi trener w Stali Stalowa Wola. Trener zadzwonił tak naprawdę w ostatnim momencie, bo szykowałem się już do wyjazdu do pracy za granicę. Na szczęście wystarczyło mi cierpliwości i dzięki pracy z trenerem Pietrzykowskim mogłem wejść na poziom centralny i zbudować swoją pozycję na profesjonalnym poziomie.
AK: Skoro jesteśmy przy trenerach to czy są trenerzy lub osoby, które szczególnie Pana inspirowały lub wpłynęły na Pana filozofię pracy?
MJ: Jest wiele takich osób. Zaczynając od mojego dzieciństwa, inspirowała mnie praca mojego wujka, który był moim trenerem jeszcze w podstawówce a potem po nim przejąłem swój pierwszy rocznik w Wiśle. Kolejną osobą jest mój tata, który przez wiele lat ze świetnym efektem prowadził juniorów Wisły Sandomierz i pokazał mi jak stworzyć prawdziwy team spirit. Jako zawodnik, uważnie przyglądałem się pracy mojego trenera z czasów gry w Sokole Sokolniki, Michała Szymczaka, który tak naprawdę pokazał mi, na czym polega taktyka i zbudowanie zespołu, w którym każdy wie dokładnie co ma robić na boisku. Ogromny wpływ na to jakim jestem trenerem i człowiekiem, mają moi przyjaciele, z którymi pracowałem w Resovii - Adam Bukała, w Stalowej Woli - Paweł Żmuda oraz Jarosław Pacholarz Wisła Sandomierz. Inspirowałem się pracą trenera Henryka Kasperczaka, który w Wiśle Kraków stworzył moim zdaniem najlepszy polski zespół na przestrzeni ostatnich 25 lat. Wielki szacunek budził też we mnie sposób, w jaki polską reprezentację prowadził Adam Nawałka. Po obejrzeniu serialu "Trenerzy pod presją", zostałem też fanem warsztatu i sposobu pracy Rafała Góraka.
AK: Jakie są fundamenty tej filozofii? Co jest dla Pana najważniejsze w prowadzeniu drużyny na boisku, jak i poza nim?
MJ: Rozumienie gry, bez wątpienia. Uważam, że piłka jest pełna trywialnych haseł i często na starcie próbujemy na siłę określić się i uprościć grę, w obawie, żeby nie wydawała się zawodnikom zbyt skomplikowana. To działa niestety na krótką metę, bo po napotkaniu pierwszych trudności stajemy się zakładnikami ram, w jakie włożyliśmy naszych zawodników. Na boisku zawsze masz wybór. Oczekuję otwartej głowy, chęci uczenia się, koncentracji, bo tego też wymagam od siebie. Nie chodzi o to, by zrobić z piłki dziedzinę nauki. Boisko jest ważniejsze niż nawet najlepsza analiza w sali. Ale naszą rolą jest stworzenie takiego środowiska, żeby decyzyjność zawodnika była coraz lepsza i żeby był coraz bardziej świadomy swoich wyborów.
AK: W Stali Stalowa Wola wywalczył Pan dwa awanse z rzędu. Co zadecydowało o tym sukcesie i czego ta przygoda Pana nauczyła?
MJ: Awanse wywalczył zespół i bycie jego częścią było dla mnie ogromnym zaszczytem. O sukcesie Stali Stalowa Wola zadecydowała kapitalna praca wykonana przez zawodników oraz cały sztab. Wielu piłkarzy, którzy grali w tej drużynie, osiągnęło najwyższą formę w całej swojej karierze właśnie w Stalowej Woli. Do tego kapitalna atmosfera w szatni. Jeśli chodzi o pracę sztabu, potrafiliśmy na pewno tak dostosować naszą strategię na każdy mecz, żeby nie tracąc swojej tożsamości, wydobyć jednoczeście maksa z ludzi, którzy byli dostępni. Nie baliśmy się zmieniać czy to składu czy ustawienia, jeżeli wymagała tego sytuacja. Przede wszystkim przygoda w Stali nauczyła mnie pokory. Było wiele sytuacji, które pozwoliły mi zrozumieć, że najważniejszą wartością powinien być szacunek.

AK: Po krótkiej przerwie wraca Pan na ławkę jako pierwszy trener Broni Radom. Co zadecydowało o przyjęciu tej propozycji?
MJ: Tak naprawdę tej przerwy nie było, z czego bardzo się cieszę. Broń przedstawiła mi wizję, która bardzo pasowała do etapu, na jakim się znajduję. Ludzie w klubie są bardzo zaangażowani i od początku czułem, że to jak będzie wyglądał zespół Broni, to sprawa nas wszystkich. Chciałem być pewny, że będę mógł przenieść standardy pracy z poziomu centralnego do kolejnego klubu, w którym się pojawię. Po pierwszych tygodniach mogę powiedzieć, że zdecydowanie tak jest.
AK: Jakiej Broni Radom możemy się spodziewać w najbliższym sezonie? Ma Pan już wizję tego zespołu i jego stylu?
MJ: Tak, wizja jest czymś, czego nie zmienia się z dnia na dzień. Broń będzie zespołem, który jest bardzo rzetelnie przygotowany do każdego meczu. Chciałym, żebyśmy grali z ogromnym poświęceniem, reagowali jak jeden organizm i zawsze walczyli do samego końca. Będziemy szukali w każdym meczu sposobu, żeby prowadzić grę i dobrze wyglądać w fazie atakowania.
AK: Czy planuje Pan stawiać również na młodych zawodników? Jaką rolę ma u Pana rozwój indywidualny graczy?
MJ: Stawianie na młodzież to filar funkcjonowania Broni Radom i to się nie zmieni. Połowę kadry pierwszego zespołu stanowią zawodnicy z rocznika 2007, z których poziomu wyszkolenia i dojrzałości jestem bardzo zadowolony. Mamy w składzie też kilku bardzo doświadczonych piłkarzy, którzy są dla nich wzorem i przez to młodzież szybciej wyłapuje, co należy robić w konkretnych sytuacjach boiskowych oraz jak funkcjonować poza boiskiem. Oczekuję też od naszych młodzieżowców, że nie będą chcieli cierpliwie czekać na swoją szansę. Wolę, żeby ścigali się o to, który z nich pierwszy zacznie odgrywać kluczową rolę w podstawowym składzie.
AK: Jakie cechy są dla Pana kluczowe u zawodników – nie tylko techniczne, ale też mentalne i charakterologiczne?
MJ: Kluczowa jest umiejętność koncentracji i otwarta głowa. Mógłbym nazwać to też innym słowem: ciekawość. Bardzo niekomfortowo czuję się pracując z zawodnikiem, który popadł w rutynę i jest zadowolony z tego co ma. Ja takiego stanu nie doświadczyłem i chciałbym, żeby każdy z nas wierzył, że najlepsze przed nim - wszystko jedno ile osiągnął. Wspomniałeś o umiejętnościach technicznych. One też są niezbędne. Można szukać ucieczki od gry w piłkę bazując jedynie na organizacji gry w obronie i stałych fragmentach, ale na dłuższą metę to droga donikąd.
AK: Kilka transferów do Broni Radom zostało już ogłoszonych. Czy były one wcześniej z Panem konsultowane, czy klub miał je zaplanowane jeszcze przed rozpoczęciem Pana pracy?
MJ: Każdy z transferów to wspólna decyzja komitetu transferowego wewnątrz klubu. Poświęciliśmy wspólnie mnóstwo czasu na wyłonienie zawodników, których naprawdę chcemy zakontraktować. Przed nami jeszcze minimum jeden ruch do klubu, ale nie spieszymy się.
AK: Kibiców ten temat na pewno interesuje najbardziej. Czy w kontekście budowy kadry Broni Radom ma trener zawodników, z którymi już wcześniej współpracował i których chciałby ponownie mieć w zespole? Mówiąc kolokwialnie – szykuje Pan jakiegoś ‘swojego żołnierza’? Można powiedzieć pomidor :)
MJ: Szczerze mówiąc - nie. Nawet jeżeli rozmawiam z kimś, kogo prowadziłem już wcześniej, to robię to dlatego, że pasuje do tego konkretnego zespołu, który prowadzę. Nie ma znaczenia, że pracowaliśmy wcześniej. Dobrzy zawodnicy grają wszędzie i można ich znaleźć wszędzie.
AK: Na koniec: jakie są Pana cele i ambicje na najbliższe lata? I co chciałby trener dziś powiedzieć kibicom Broni Radom?
MJ: Chciałbym pracować w piłce jak najdłużej i czerpać z tego przyjemność. Dzisiaj gdybym miał wybór - zrobić coś wbrew sobie dla wyniku lub pozostać przy swoich wartościach, dobrze wiem co bym zrobił. Nie stawiam sobie celów wynikowych, bo nie to jest dla mnie najważniejsze. Kibicom Broni Radom chciałbym powiedzieć, że w sezonie, na który przypada stulecie klubu, zobaczą drużynę ambitną, pracowitą i taką, dla której warto będzie wypełnić stadion. Liczę, że już od pierwszej kolejki poczujemy wsparcie każdego Broniarza!
przygotował: Artur Kraszewski
fot. Broń Radom
