20-05-2024
Aktualności
UW vs PABIKS - Prawdziwa wizytówka piłki ręcznej
Scenariusz I Ligi gr. C nie mógł na kibiców ułożyć się lepiej. Ostatnia kolejka, ostatni mecz i rywalizacja rozstrzygająca o mistrzostwie. Drugi sezon z rzędu w roli głównej AZS UW Warszawa i choć ani rok temu, ani w tym sezonie szans na pierwsze miejsce dla Akademików nie było, to emocje i w hali Juranda, w kampanii 2022/2023 i w Balon Arenie w rozdaniu 2023/2024 były na najwyższym poziomie. Gdyby, nie znający dyscpliny, przeciętny kibic zasiadł 18/05/2024 o 18:30 przed telewizorem podczas transmsji meczu z pewnością, i mówię to z pełną odpowiedzialnością, zobaczyłby najlepszą możliwą reklamę piłki ręcznej jaką moglibyśmy sobie wyobrazić. SPR Pabiks Impact Pabianice musiał wygrać, i to za 3 punkty, żeby zdobyć tytuł Mistrza, uzyskać przepustkę do turnieju mistrzów i mieć szansę walczyć o awans do Ligi Centralnej. Uniwerek nic nie musiał ale chciał pokazać sobie, kibicom i środowisku, że jego mocarstwowe zapędy są jak najbardziej uzasadnione a Pabianice musiały, jak najbardziej, szczególnie że to bodaj trzeci sezon w którym już od początku padła deklaracja o awansie poziom wyżej. Przed meczem studio, rozmowy, wywiady a potem pierwszy gwizdek sędziego. A co było potem?
Potem zaczęło się show... Mecz od początku prowadzony był w niesamowicie szybkim tempie a to, z czego znane są oba zespoły, czyli doskonała obrona funkcjonowało, mówiąc delikatnie, tak sobie. Od początku świetną formę zgłosił po stronie warszawskiego zespołu Kacper Wawszczak otwierając wynik a jego rzut z drugiej linii uciszył kibiców przyjezdnych. Apropos kibiców. Dawno nie widziałem pękającej w szwach hali przy Banacha 2a. Tym razem właśnie tak się wydarzyło. Klub Kibica UW, wszyscy wspierający lokalny szczypiorniak, kibice którzy wpadli tylko popatrzeć oraz silna delegacja fanów Pabiksu spowodowali, że Balon Arena tego dnia odleciała. Przez cały czas spotkania było bardzo głośno, a ci najbardziej zagorzali raz po raz podrywali się z miejsc po dobrych akcjach lub gwizdkach sędziów. Kibice zatem klasa, wszyscy, czapki z głów. Wróćmy do meczu. Przez pierwszy kwadrans mecz toczył się bardzo wyrównanie co jest o tyle interesujące, że aż cztery kary dwuminutowe obejrzeli zawodnicy miejscowych przy tylko jednej Pabiksu. Dodajmy, że jednym z wykluczeń była czerwona kartka obejrzana przez Miłosza Zawadzkiego, który jest uważany za jednego z najważniejszych zawodników akademickiego zespołu, dobrego ducha motywującego, dokładającego mnóstwo tak w ataku i jak i w obronie. Kara z kategorii niepotrzebnych, zagwizdana za pociągnięcie za rękę (koszulkę?) przebiegającego obok Samuraja, Marka Starzec. Sam Miłosz specjalnie nie protestował, zakładam zatem, że był w pełni świadomy tego co się właśnie wydarzyło. Jestem przekonany, że po tej sytuacji upadło serce w części kibiców Uniwerku, bo przecież nie najmocniejsza sytuacja kadrowa na rozegraniu właśnie zrobiła się jeszcze gorsza. Jak to jednak w życiu bywa, dramat jednego szansą jest dla drugiego. Po karze Miłosza na boisku pojawił się Robert Targoński i zagrał mecz marzeń, zawody jakich jeszcze w wykonaniu Roberta nie oglądałem ale mam nadzieję, że staną się normą. Rozgrywający UW zdobył na przestrzeni meczu 10 bramek oraz dograł sporo świetnych piłek do kolegów. Jedynym minusem po stronie Roberta, który na szczęście dla Warszawian nie wypłynął negatywnie na efekt końcowy, było trafienie w głowę... Wiktora Przybysza będącego po tym ciosie dość oszołomionym. Pabiks dość szybko zorientował się skąd płynie główne zagrożenie i zdecydował się wyjść wyżej aby uniemożliwić granie płynnych akcji głównie Wiktorowi Przybyszowi oraz Kacprowi Wawszczakowi, rozgrywającym tego dnia bardzo dobre zawody.
Po stronie ekipy z Pabianic mecz sezonu rozgrywał Mariusz Kuśmierczyk. Dla wszystkich, którzy są fanami talentu Mariusza (do których i ja się zaliczam) z pewnością chcieliby widzieć tego zawodnika w formie z sobotniego meczu przez cały sezon. Okoliczności zadecydowały inaczej i ostatecznie Mariusz zagrał niezły sezon ale dopiero w ostatnim meczu pokazał co potrafi zrobić kiedy nie boli a stawka meczu wymaga jego pełnego zaangażowania. 14 bramek zdobytych przeciwko UW świetnie obrazuje potencjał i możliwości Mariusza. Mecz taki, że palce lizać a bramkę z podłoża, kiedy to piłka trafia w spojenie słupka z poprzeczką można oglądać, oglądać i oglądać. Dzielnie przez całe spotkanie partnerował Mariuszowi w zdobywaniu bramek Kacper Okapa. Kolejny dzień w biurze Kacpra, dziesięć trafień, ogromna swoboda przy rzutach ze skrzydła, klasa. Lewo skrzydłowy, który zdecydowanie swoim kunsztem jest w topie ligi a kto wie, może i ligę przerasta. Dwoił się i troił Marek Starzec i Jakub Tadysiak ale o ile UW wydawało się pod Marka Starzec ustawiać, o tyle Jakub Tadysiak wydawał się uderzać głową w mur w środkowym sektorze boiska. Z pewnością ozdobą pierwszej połowy był rzut karny w wykonaniu Mateusza „Juriego” Jurgilewicza, który posadził Konrada Lendera, po czym w trzecie tempo pocelował górne rejony bramki. Druga połowa zaczęła się od prowadzenia UW czterema bramkami, które jednak szybko zniwelowali przyjezdni do dwóch trafień. Później mecz toczył się bramka za bramkę, a w 39 minucie na tablicy pokazał się remis. W dalszym ciągu na boisko dominował Wiktor Przybysz na spółkę z Robertem Targońskim, a po drugiej stronie odpowiadali Marek Starzec z Mariuszem Kuśmierczykiem. 44 minuta wydaje się przełomowym momentem w cały meczu. Przez kolejne 4 minuty UW dorzuca na plus pięć i sytuacja przyjezdnych zaczyna być nie do pozazdroszczenie szczególnie, że cały czas fantastycznie funkcjonuje współpraca z kołowymi a piłki do Artura Bienendy czy Maćka Filipowicza są grane ultra precyzyjnie i bardzo finezyjnie. Dodać trzeba, że trener Obrusiewicz decyduje się na zagranie siedmiu na sześciu w ataku przy dwóch plastrach a to woda na młyn dla Targońskiego mającego w tym układzie mnóstwo miejsca w środku boiska i dwie alternatywy w postaci świetnych obrotowych. W 48 minucie Pabiks jeszcze wraca do meczu i po trzech trafieniach z rzędu (Kuśmierczyk i Okapa z karnego) różnica w bramkach wraca do poziomu dwóch trafień, żeby w 54 minucie zmniejszyć się do jednej bramki. Na nieszczęście pretendentów do wygrania ligi przestój w końcówce pozwala odjechać UW na 4 trafienia i pomimo dramatycznych ostatniej minuty spotkania punkty zostają w Warszawie.
Podsumowując, mecz w Warszawie był arcyciekawym spotkaniem, które śmiało może służyć jako wizytówka naszej dyscypliny we wszelakich mediach. Pojedynek miał swoją historię i swoich nieobecnych. Warto przede wszystkim wskazać na Bartłomieja Helmana, bez którego Pabiks jest z pewnością dużo mniej groźny. Bartek, co niejednokrotnie pokazywał, jest mózgiem zespołu potrafiącym niekonwencjonalnie dograć piłkę ale dysponuję również rzutem z drugiej linii oraz świetnie spisuje się w defensywie. Jego brak dwukrotnie objawił się w tym sezonie, raz gdy Pabiks przegrywał w Zwoleniu i drugi raz w Warszawie. To tylko pokazuje jak ważnym ogniwem jest środkowy ekipy z województwa łódzkiego. Zabrakło również bramki po urazie Krystiana Cieślaka, który chyba na tę chwilę był najpoważniejszym kandydatem do rozegrania całego meczu w bramce zespołu z Pabianic. Ostatecznie uraz kolana wykluczył go z grania a jego koledzy ma pozycji z pewnością nie pomogli przyjezdnym w osiągnięciu dobrego wyniku. Ostatnim osłabieniem, które skrzywdziło UW w poprzednim meczu tych zespołów, był brak Małeckiego, choć może nieco mniejszym ze względu na fantastyczną postawę Kuśmierczyka. Akademicy również nie mogli postawić na swoją całą kadrę, a największym brakiem z pewnością była nieobecność Pana Profesora Krzysztofa Lipki, który niejednokrotnie pokazywał, że na bramce potrafi działać cuda. Złamania kości palca doznał również Filip Węgielewski co z pewnością również ograniczyło możliwości rotowania składem po stronie Warszawian. Z drugiej jednak strony podążając za trenerem Obrusiewicziem, UW przez cały sezon grało tak okrojonym składem, że musiało się do tych dziur kadrowych zwyczajnie przyzwyczaić. Kto zatem jest największym wygranym tego spotkania? Z pewnością klub Enea Orlęta Zwoleń, którego zawodnicy tego dnia stali się zagorzałymi fanami AZS UW Warszawa i będą musieli jakoś wdzięczność stołecznemu klubowi za pokonanie Pabiksu wyrazić, a pewien jestem, że mają czym. Poza Zwoleniem, wygrali z pewnością sami Akademicy, którzy pokazali jaki mogą osiągnąć poziom gdy grają bez presji. Wygrali również kibice na hali i widzowie przed telewizorami, bo mecz był TOP i przyjemnie na koniec sezonu było oglądać takie widowisko. Teraz czas na turniej o awans do Ligi Centralnej a tam, Koszalin, Poznań, Chrzanów i oczywiście Zwoleń. Jak to będzie? Zobaczymy już niebawem, bo start turnieju już w najbliższy piątek.
Ze sportowym pozdrowieniem,
Michał Deptuła
Zdjęcie autorstwa Agaty Gołaszewskiej
